Wiosna w sztukowym
Mimo, że dopiero 29 luty, ogłaszam wiosnę na blogu. Kiedyś mój znajomy powiedział, że zawsze po sylwestrze odczuwa największy przypływ energii(pomijając największego w roku kaca). Tłumaczył to bardzo prosto - ot Nowy Rok - nadzieje na przyszłość, 
plany, możliwość rozpoczęcia rzeczy od nowa i tak dalej. Nigdy nie podzielałem jego
styczniowego entuzjazmu. Kląłem tylko pod nosem, że jest środek zimy i jako
naczelny zmarzluch, czekają na mnie kolejne miesiące mrozu.

Dziś dotarło do mnie, że zima opuszcza nasz kraj. Moja droga znienawidzona poro roku, byłaś krótko, ba, prawie wcale cię nie było, ale i tak ciesze się że odchodzisz. Nie będę tęsknił, bo byłaś wredną suką. 
Zamrażałaś mi zamki w aucie i oszraniałaś szyby, które rano musiałem skrobać.

Topienie marzanny pozostawię gimnazjalistom, a sam utopię pozostałości zimowej traumy w butelce Martini. Ze Sprajtem. I z księżniczką.

by sztukowy | 2008-02-28 17:23:26 | skomentuj! (1)
Rafał, znadź czas na bloga.
Próbuję. Dzisiaj wyjeżdżam na targi do Poznania, więc stracę 4 dni. Poznań generalnie jest fajny. Lubię poznański rynek i Siouxa, w którym zawsze jemy kolacje po pracy. Obiecałem sobie, że przywioze w końcu jakieś zdjęcia z tego miasta. No i Lech smakuje tam zawsze lepiej ;]

by sztukowy | 2008-02-21 09:33:07 | skomentuj! (2)
O syndromach ciąg dalszy
Właściwie wszystkie dni tygodnia poza sobotą są do bani. Poniedziałek już wiemy dlaczego.

We wtorek myślę sobie: „Kurde, ani to poniedziałek, ani środa. Takie nie wiadomo co. No wtorek. Wtorek i już.

W środę zawsze dobija mnie fakt, że jest dopiero środa. Środek tygodnia. Środowe poranki irytują faktem, że dopiero dwa dni pracowaliśmy i do soboty jeszcze całe trzy dni...

Czwartek jest zły bo mógłby być piątkiem, a nie jest.

Piątek – no niby fajny, ale co z tego jak i tak popołudnie spędzamy w pracy i właściwie zostaje tylko wieczór.

W niedzielę, tak, myślimy już o tym że kończy się weekend i następny dzień jest tym ulubionym.

I tak została tylko sobota. Ona jest fajna, bo zarówno w sobotę wstajemy późno, jak i w dniu następnym. No chyba, że jest pracująca...


by sztukowy | 2008-02-12 18:43:39 | skomentuj! (0)
Syndrom poniedziałku
Każdy pracujący zna uczucie, kiedy w poniedziałek rano rozbrzmiewa dzwięk budzika oznajmiający radośnie, że właśnie rozpoczęliśmy tydzień. Budzik dzwoni, a ja na wpół śpiący, niczym nietoperz kierujący się dźwiękiem, szukam leżącej gdzieś obok komórki. "Niech mnie ktoś zabije" - z pierwszą złotą myślą dnia, podnoszę się i zaczynam się ubierać. Wkurza mnie to, że trzeba umyć zęby, zrobić siku i takie tam.

Kiedy już dojadę do pracy, mam ochotę zabić współpracowników, a następnie sam odebrać sobie życie. Jeśli jest to środek miesiąca, dodatkowo przypominam sobie, że kończą mi się pieniądze, rachunek za telefon leży i śmieje mi się w twarz, a do wypłaty jeszcze jakieś dwa tygodnie.

Hura.

P.S.
Ciekawe czy tak samo myśli wstając do pracy np. Marcin Meller? ;]

by sztukowy | 2008-02-11 13:03:18 | skomentuj! (2)
See-Ne-Ma. Part I
Ostatnimi czasy znów częściej bytuje w salach kinowych Wrocławia. Nie od dziś wiadomo, że każdy dobry film najlepiej ogląda się na dużym ekranie(ale koniecznie bez dziesiątek chrupaczy dookoła).

Okresy kinematografii zmieniają się jak pory roku – jedne są długie i nudne, przepełnione chlapą, błotem i marazmem, a inne wręcz przeciwnie, krótsze, ale oferujące dużo świeżości i słońca na ekranie.

Takich złotych okresów jest wprawdzie coraz mniej, ale zdarzają się. I tak aktualnie, podano nam kilka ciekawych pozycji, na które niewątpliwie warto udać się do kina, a jeśli już nie grają to obejrzeć w domowym zaciszu.


Zgon na pogrzebie - kino angielskie. Anglicy mają specyficzny klimat jeśli chodzi o komedie, który nie każdemu chyba odpowiada, ale ten film powinien przypaść do gustu wszystkim ludom.

I Am Legend – fajne, choć pomysł nienowy. Amerykańska wersja 28 Days Later. Will Smith jako ostatni żyjący na Ziemi człowiek próbuje znaleźć lek na wirusa, który przyczynił się do wyginięcia gatunku ludzkiego. Generalnie film trzyma w napięciu i oferuje ładne obrazki. I sam Smith wygląda..hmm...ciekawie. Gdybym urodził się kobietą to byłby chyba jedynym czarnym na którego bym poleciał ;]

Sweeney Todd - Tim Burton. Po prostu Burton. Klasa sama w sobie. No i Johnny Depp. Nie lubicie musicali? Ten można tylko polubić.

Projekt: Monster - dawno nie oglądałem survival-horrorów. Po Silent Hill i Resident Evil straciłem nadzieję na dobre kino z tego gatunku. A tu pojawiło się to. Skrzyżowanie Blair Witch Project z Godzillą po Amerykańsku. Nie jest źle. Zupełnie nie rozumiem komentarzy w stylu: „nic nie widać” albo „akcja filmu polega na bieganiu po ulicy i korytarzach”. Zakończenie też jest fajne. Jak na filmy z hollyłódu.

Jak mi się coś przypomni do dorzuce.

PS.
Nie, Lejdis jeszcze nie widziałem.


by sztukowy | 2008-02-08 12:25:19 | skomentuj! (0)